Życie | Sport | Cooltura | Entertejment | Szoping Reklama | Redakcja | Kontakt
Poleć znajomemu

Nimi Stoi Polski Sport VOL.3

Football amerykański jest dla wielu Polaków sportem abstrakcyjnym jeśli chodzi o zasady. Nie rusza nas to zupełnie, bo jeszcze nie dawno było tak samo z hokejem... Przedstawiamy Wam "Polską Armatę" Sebastiana Janikowskiego.

 

Urodził się 3 marca 1978 r. w Wabrzychu i na wstępie warto zaznaczyć, że nie miał łatwego dzieciństwa. Jego ojciec (były piłkarz Górnika Wałbrzych) w latach 80-tych wyemigrował do USA z nadzieją znalezienia nowej drużyny piłkarskiej. Po roku rozwiódł się z matką Sebastiana po ośmiu latach małżeństwa i ożenił z Amerykanką, by zalegalizować swój pobyt w USA. Sebastian pozostał w Polsce i grał w piłkę w rodzinnym Wałbrzychu. Jednak dzięki obywatelstwu ojca mógł przenieść się do Stanów i zrobił to w wieku 16 lat z nadzieją na ciekawszą przyszłość od tej jaką oferował Wałbrzych. Nie od razu wszystko się układało, a oliwy do ognia dodawało bolesne dla młodego wtedy Sebastiana rozstanie z matką – Haliną, która długo nie mogła dojść do siebie po rozstaniu z synem na lotnisku.

W Stanach uczęszczał do szkoły średniej na przedmieściach Orlando na Florydzie. Początkowo grywał zarówno w drużunie piłkarskiej, jak i w footballowej. Wkrótce jednak, za nomową trenera lecz wbrew ojcu, przeniósł się do liceum Seabreeze High School, gdzie jego talent footballowy został dostrzeżony m.in. dzięki spektakularnym field goal'om (zdobycie punktów w futbolu amerykańskim przez kopnięcie piłki, która wpada między "widełkami" bramki).

Spośród wielu otrzymanych propozycji po ukończeniu liceum Sebastian wybrał Florida State University. Wkrótce został wbrany do akademickiego All-Amerian Team. Jest pierwszym w historii podwójnym laureatem nagrody im. Lou Groza – dla najlepszego placekickera w rozgrywkach uniwersyteckich. 

Wracając do początków Sebastiana za Oceanem - nie były one kolorowe. Nie znał języka, rówieśnicy go nie akceptowali. Być może właśnie to spowodowało u niego wyjątkową skłonność do popadania w kłopoty. Janikowski pomijając swoje sukcesy znany jest z niezliczonych skandali. Na początku swojej kariery w USA, aż sześć razy wchodził w konflikt z prawem. W 2000r. w Tallahassee, podczas jednej z szalonych imprez w nocnym klubie, aresztowany został jego przyjaciel. Janikowski chcąc mu pomóc zwrócił się do policjantów z pytaniem ile warta jest wolność znajomego i tym samym sam został oskarżony o próbę przekupstwa. No cóż, przynajmniej się starał... W rezultacie groziło mu do 5 lat więzienia i deportacja do Polski. Nie więcej niż 8 dni później został przyłapany na posiadaniu rozpuszczalnego w płynie narkotyku – GHB, zwanego "pigułką gwałtu". Został aresztowany i oskarżony o posiadanie narkotyków. Innym razem, w Walnut Creek, w stanie California Sebuś wdał się bójkę w jednej z restauracji. Jak widać, choć talentu mu nie brakuje, z całą pewnością nie można nazwać go grzecznym chłopcem. Jak sam o sobie mówi: "Byłem awanturnikiem, teraz jestem sportowcem. I to mi się zdecydowanie bardziej podoba". Coponiektórzy jednak twierdzą "nie ważne co o tobie piszą, ważne, że w ogóle piszą". Być może Janikowski właśnie tą dewizą się kieruje.
 

Choć Polakom football niewiele mówi, wstyd nie wiedzieć, że Janikowski, nazywany przez Amerykanów "Polską Armatą"jest najskuteczniejszym graczem Oakland Raiders w tym sezonie. W meczu z Cleveland Browns, przegranym przez Raiders 9:23, Sebastian kopnął piłkę z 61 jardów (55 metrów), czyli z ponad połowy boiska i tym samym ustanowił nowy rekord. Jego uderzenie jest w tej chwili najdłuższym w historii klubu z Oakland.

Mimo fortuny jaką zarabia (5-letni kontrakt na ponad 11mln dolarów) Janikowski nie kryje, że football to ciężki kawałek chleba. Pięć razy w tygodniu wstaje o szóstej rano, zjada lekkie śniadanie i jedzie do klubu. Jeżeli nie zdąży na 7.30, płaci karę. Rano pierwsza odprawa, potem drugie śniadanie i spowrotem na boisko. Następnie spotkania z trenerami i indywidualne zajęcia. Po lunchu ćwiczenia na siłowni i odnowa biologiczna. Z klubu wychodzi o 16, całkowicie wyczerpany. Aż trudno uwierzyć, że znajdywał jeszcze siły na całonocne balangi.

Mimo lat spędzonych w Stanach Janikowski nie zapomina skąd pochodzi i jakie są jego korzenie. Dzięki wychowaniu ojca jest dumny, że jest Polakiem i jak twierdzi "Ojczyzna była, jest i będzie w moim sercu". To z USA jednak wiąże swoją przyszłość choć nie wyklucza możliwości powrotu do ojczyzny po zakończeniu kariery.
  

CZY WIESZ, ŻE:

Spory wkład w wyjście Sebastiana "na prostą" miał dziennikarz Sports Illustrated i specjalista od footballu amerykańskiego Tim Layden, który wielokrotnie spotykał się z Janikowskim po suto zakrapianych imprezach i rozmawiał z nim. W 2000 roku, gdy Sebastian Janikowski miał 22 lata i stał u progu kariery Layden opublikował artykuł "Janikowski hurts those closest to him", który wpłynął znacząco na postrzeganie swojej kariery przez młodego "kopacza". Dziennikarz spuentował go słowami: "Nie chodzi o to, że kolejny nabuzowany sportowiec spartoli swoją karierę – to zdarza się niemal codziennie. Jeżeli Janikowski polegnie, polegnie również jego matka, która poświęciła dla niego życie. Ona zasługuje na więcej."

 


Ola Pilich

Dodaj swój komentarz:

Imię lub nick:

Email:

Komentarz:



Autor: Ocochodzi.pl Credits:


 

1/2010
                          

 

Redakcja »

Masz pomysł na artykuł? Uwagi?

Zapraszamy do współpracy »

Zadzwoń do nas po informacje!

Reklama »

Zadzwoń do nas po informacje!

Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner
Reklama | Redakcja | Kontakt Oprogramowanie: Hydraportal | Realizacja: Nicevision | Copyright © 2009-2010 Ocochodzi.pl