Życie | Sport | Cooltura | Entertejment | Szoping Reklama | Redakcja | Kontakt
Poleć znajomemu

Krótka Piłka Vol.5

Co jakiś czas, kilka prostych zdań - od nas dla was. Byście wiedzieli, że zdrowi to my nie jesteśmy...

 

 

Możemy nie zdążyć do Euro... Nic nowego.



Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że jak dostaniemy jakąś szansę, to nie do końca ją wykorzystamy. Po kolejnej kontroli przygotowań do ME 2012, stan polskiej infrastruktury należy określić mianem niezadowalający. Na nic pocieszenia, że Ukraina ma gorzej.

Według NIKu opóźnienia w budowach dróg sięgają roku. To nic co się dzieje z polskimi dworcami. Jeżeli nie jeździcie pociągami to chwała wam za to, ale zapraszamy chaciażby na Centralny żeby zobaczyć jak idą przygotowania. Poza kilkoma nowymi twarzami wśród bezdomnych nie zauważycie żadnych zmian. Jezeli w takim tempie będą wykonywane prace, to nie zdążymy z wymaganiami narzuconymi przez UEFA. Najwyżej Ukraina zorganizuje Euro z Niemcami.

W cieniu raportu w sobotę odbył się bal plebiscytu Przeglądu Sportowego na najlepszego polskiego sportowca roku. Wielu mogłoby odczuwać lekki sarkazm, że my Polacy organizujemy zawody dla właśnie najlepszych sportowców. A jednak znalazło się dziesięciu, a właściwie 13 śmiałków którzy w zeszłym roku staneli na wysokości zadania i godnie reprezentowali nasz kraj. 13 dlatego, że w najlepszej 10 znalazła się nasza czwórka wioślarska: Karol, Jeliński, Kolbowicz, Wasielewski.

Jak można było się domyślać zwyciężczynią została Justyna Kowalczyk, nasz jedyny, "smaczny" rodzynek w PŚ w biegach narciarskich. Na piłkarzy nie mieliśmy chyba co liczyć. Ostanim zwycięzcą kopiącym piłkę był Zbigniew Boniek w 1982. Ale czego można było się spodziewać? Jedynym godnym kandydatem mógłby być tylko Irek Jeleń, lider Aj Auxerre. Nasza reprezentacja zajmuje dopiero 56 miejsce w rankingu Fifa. Drodzy kopacze, mamy nadzieję że w plebiscycie w 2012 to właśnie cała jedenastka zajmie 1 miejsce. Pomażyć dobra rzecz.
 

 

 

Przewrót jest możliwy. Tylko co dalej?

 

Był okrągły stół, więc teraz kolej na zmianę rządu, a właściwie zarządu. Nie chodzi oczywiście o obalanie gabinetu Donalda Tuska, tylko o sytuację wokół naszej piłki.

5 grudnia odbyło się spotkanie niemalże wszystkich najważniejszych osób związanych z futbolem nad Wisłą (tylko Zbigniew Boniek odrzucił zaproszenie), nazwane Okrągłym Stołem Dla Polskiej Piłki. Pomysłodawcą tej inicjatywy była stacja Canal Plus – od wielu lat największy sponsor klubów Ekstraklasy. Wypracowano składający się z siedmiu punktów plan naprawy polskiej piłki. Jego realizacja zależy teraz od woli i chęci zarządu PZPN.

Tylko wszystko wskazuje na to, że ten zarząd może się już niedługo zmienić. Wszystko za sprawą „buntowników” zgromadzonych wokół Kazimierza Grenia – architekta wyborczego sukcesu Grzegorza Laty. Niedługo po wyborze byłego reprezentanta Polski na stanowisko prezesa PZPN drogi obu panów się rozeszły. Oficjalnie dlatego, że Lato nie realizował programu napisanego przez Grenia. Teraz czas zemsty.

W podwarszawskim Sękocinie od kilku tygodni spotykają się ci delegaci na zjazd związku (będzie na nim głosowane absolutorium dla zarządu), którym nie podoba się sytuacja w piłkarskiej centrali.
Debatują, liczą ile głosów potrzeba im jeszcze do odwołania starego zarządu i szukają kandydata na nowego prezesa. Z ostatnich doniesień medialnych wynika, że „buntowników” jest wystarczająco dużo, żeby odsunąć ekipę Laty od władzy. Nie ma jednak chętnych do poprowadzenia związku ku zmianom.

Naturalnym kandydatem wydaje się być Zbigniew Boniek. Jednak „Zibi” po porażce w ostatnich wyborach śmiertelnie obraził się na działaczy i wielokrotnie krytykował ich w mediach. Nic dziwnego, że nie pałają oni teraz sympatią do byłego zawodnika Juventusu.

Innych możliwości na razie nie widać. W opinii wielu, również mojej, do PZPN-u powinni trafić ludzie pokroju Grzegorza Mielcarskiego – byli zawodnicy, którzy kariery skończyli stosunkowo niedawno, pograli kilka lat na zachodzie, znają języki i nie będą mieli oporów przed rozgonieniem całego zakotwiczonego mentalnie jeszcze w PRL-u związkowego betonu. Tyle, że oni nie chcą wziąć na siebie tej odpowiedzialności. W PZPN bardzo łatwo można bowiem zszargać sobie opinię.

Kandydatem na nowego prezesa musi być osoba powszechnie szanowana, z autorytetem. Taka, której przychylna będzie opinia publiczna. Jeśli w najbliższych dniach taka się nie pojawi, albo Boniek nie dogada się z grupą Grenia, to cały ten przewrót nie dojdzie do skutku. Na pewno jest grupa działaczy, którzy grają na dwa fronty. Teoretycznie deklarują, że zagłosują za nieprzyznaniem zarządowi absolutorium, ale jeśli nie będzie lidera, to nie przeciwstawią się Lacie. Będziemy więc skazani na panów Piechniczka, Engela i innych...

 

Derby po polsku


W miniony weekend mieliśmy wątpliwą przyjemność oglądać piłkarskie derby dwóch największych polskich miast - Warszawy i Krakowa. Oba mecze rozczarowały.

Spotkanie Legii i Polonii to była kompletna żenada. Na murawie (jeżeli te kawałki zielonego czegoś można tak nazwać) panował totalny chaos. Wyglądało to tak, jakbym grał mecz w FIFĘ 10 z moim redakcyjnym kolegą - masa niecelnych podań, strzały w kosmos i raz na jakiś czas jedna składna akcja, może nawet gol.

Najśmieszniejsze w tym jest to, że Legia i tak odrobiła punkt straty do prowadzącej Wisły. "Biała Gwiazda" bowiem również zawiodła - po raz pierwszy od 50 lat przegrała na własnym (?) boisku w derbach z Cracovią, która drugi sezon z rzędu pałęta się gdzieś w ogonie tabeli. Piłkarze Skorży udowodnili, że bez Arkadiusza Głowackiego i Radosława Sobolewskiego nie potrafią walczyć w najważniejszych meczach. W tym sezonie przegrali już Ligę Mistrzów (wtedy nawet "Głowa" z "Sobolem" nie pomogli), spotkanie z Lechem, Legią i teraz z "Pasami". Tak nie może grać zespół aspirujący do Mistrzostwa Polski!

Wiecie co rzuca się w oczy najbardziej w czasie "hitów" Ekstraklasy? Całkowity brak agresji, walki, czasami nawet wręcz. Nie ma atmsfery wojny. Kiedy w Angli mierzą się Arsenal z Chelsea, Manchester United z City, iskrzy na każdym kroku! Co chwilę sędzia musi rozdzielać piłkarzy, którzy rzucają się sobie do gardeł. W Polsce tego nie ma. Czasami trudno nawet o żółte kartki.

Tak jest już od paru lat, więc nie można wszystkiego zwalić na przebudowywane stadiony i w konsekwencji mniejszą frekwencję na trybunach. Można mieć tylko nadzieję, że gdy nowe obiekty już powstaną i wypełnią się kibicami, to ci głośnym dopingiem zmuszą ulubieńców do lepszej i agresywniejszej gry. 


Pamiętajmy o problemach

 
Wystarczyło pięć dni zgrupowania reprezentacji Polski pod wodzą nowego selekcjonera, żeby klimat wokół polskiej piłki znacząco się poprawił. W tym tygodniu nie słyszeliśmy o nowych protestach przeciw PZPN-owi, bojkotach spotkań, akcjach Znicz, czy listach do światowych piłkarskich władz. Od poniedziałku wszyscy mówili praktycznie tylko o postępach naszych kadrowiczów.

Od samego początku zgrupowania z obozu reprezentacji słychać tylko pochwały. A to Franciszek Smuda chwali piłkarzy za zaangażowanie i szybkie zrozumienie jego wizji gry, a to piłkarze chwalą Smudę za podejście, za jego humor. Po prostu jedna wielka sielanka!

Niestety znając podejście naszego społeczeństwa do piłki nożnej, i w ogóle do sportu, to po ewentualnych zwycięstwach w dwóch najbliższych meczach towarzyskich powróci przeświadczenie, że nasz futbol ma się bardzo dobrze. Nikt już nie będzie pamiętał, że nie mamy systemu szkolenia, nasze kluby w europejskich pucharach nie grają od sierpnia, a PZPN-em rządzą niekompetentni ludzie, tkwiący mentalnie w PRL-u.

Oczywiście nie twierdzę, że tak będzie na pewno, ale w przeszłości sukcesy reprezentacji, nawet te bardzo małe, bardzo często przesłaniały nam prawdziwy obraz polskiej piłki. Owszem trzeba budować pozytywny klimat wokół kadry, bo będzie jej to niezbędne do osiągnięcia sukcesu w 2012 roku, jednak nie możemy znowu zapomnieć o problemach.

Ciężko przewidzieć, czy Okrągły Stół organizowany przez Canal Plus na początku grudnia przyniesie jakieś zmiany. Na pewno warto próbować. Jakie będą tego efekty? Zobaczymy. Póki co pozostaje nam cieszyć się (oby!) z gry naszych kadrowiczów.



 

Piłkarska Solidarność

 


Tak źle wokół polskiej piłki nożnej nie było chyba nigdy. Pod koniec rządów Michała Listkiewicza wydawało się, że może być już tylko lepiej. A jednak. Grzegorz Lato jako prezes PZPN jest jeszcze gorszy.

W związku nie zaszły żadne z zapowiadanych zmian. W zarządzie zasiadają ludzie, którzy mentalnie są jeszcze w czasach PRL. Żadnych efektów ich pracy nie widać, za to dowiedzieliśmy się o sporych podwyżkach i premiach dla panów Laty, Piechniczka i innych. Do tego doszła fatalna postawa reprezentacji w eliminacjach do Mistrzostw Świata w RPA w 2010 roku. Nic dziwnego, że kibice w końcu powiedzieli dość i zaczęli działać.

 

Jako pierwsza powstała akcja „koniecPZPN”. Na stronie internetowej pod takim adresem zarejestrowało się ok. 200 tys. osób. Póki co zrealizowali dwa pomysły: zbojkotowali ostatni mecz eliminacji ze Słowacją w Chorzowie i w ostatnią sobotę przeprowadzili akcję „Znicz” - zapalili tysiące lampek pod siedzibami wojewódzkich okręgów piłkarskich. Pierwsza była bez sensu, bo uderzała nie w związek, a w reprezentację. Owszem kilka firm wycofało się ze sponsorowania kadry, ale Mistrzostwa Europy organizowane w Polsce i na Ukrainie są tak prestiżową imprezą, że nie będzie problemów ze znalezieniem innych chętnych do wyłożenia pieniędzy.

 

Jako druga powstała strona www.fifauefa.pl, na której zarejestrowało się ponad 170 tys. kibiców. Inicjatorzy tej akcji chcą wysłać list z podpisami wszystkich fanów w Polsce do szefów FIFA i UEFA. Liczą na to, że Joseph Blatter i Michel Platini są w stanie wywrzeć wpływ na Latę i jego ekipę. W końcu to oni bronili prezesa, gdy kolejni ministrowie sportu wprowadzali do związku kuratora. Tym razem mogą udawać, że nic się nie dzieje.

 

Kolejna inicjatywa pochodzi od stacji Canal Plus - od lat największego płatnika polskiej piłki. Zainwestowali w jej rozwój setki milionów złotych, które poszły w sporej części niestety na łapówki dla sędziów, premie dla członków zarządu, zamiast np. na szkolenie młodzieży. W liście otwartym zaproponowali zorganizowanie w pierwszym tygodniu grudnia piłkarskiego okrągłego stołu i zaprosili do niego wszystkich zainteresowanych naprawą futbolu nad Wisłą.

 

Bunt zwykłych ludzi przeciwko grupie sprawującej władzę, okrągły stół. Na myśl przychodzi tylko jedno porównanie – Solidarność i PZPR. Może trochę na wyrost, ale jest wiele punktów wspólnych między tym, co zaczęło się w 1980 roku i skończyło w 1989 a tym, co dzieje się teraz. Różni, póki co, jedna poważna sprawa – brak lidera.

 

Solidarność miała swojego Lecha Wałęsę. Kibice na razie kogoś takiego nie mają. Przez moment wydawało się, że może zostać nim Zbigniew Boniek, ale ten nie jest zainteresowany. Może po prostu nie widzi szans na zmiany i boi się drugiej, po zeszłorocznych wyborach prezesa, porażki w starciu z Latą.

 

Teraz na takiego lidera powoli wyrasta Canal Plus. Ich pomysł ma szanse na powodzenie. Pod warunkiem, iż do rozmów usiądą naprawdę wszyscy najważniejsi w polskiej piłce i „leśne dziadki” z PZPN-u wreszcie zrozumieją, o co ludzie mają do nich pretensje, bo na razie udają, że żadnego problemu nie ma. Nominacja Franciszka Smudy, popieranego przez kibiców, media i polityków, na selekcjonera kadry również nie uspokoi nastrojów.

 

Jeśli ten okrągły stół dojdzie do skutku w oczekiwanej formie to Lato znajdzie się pod ogromną presją, której może nie wytrzymać. Tylko co wtedy? Kto zdecyduje się pokierować związkiem ku lepszej przyszłości? Chętnych na wzięcie odpowiedzialności nie widać.

 

Dodaj swój komentarz:

Imię lub nick:

Email:

Komentarz:



Autor: Filippo Credits: what?!


 

1/2010
                          

 

Redakcja »

Masz pomysł na artykuł? Uwagi?

Zapraszamy do współpracy »

Zadzwoń do nas po informacje!

Reklama »

Zadzwoń do nas po informacje!

Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner
Reklama | Redakcja | Kontakt Oprogramowanie: Hydraportal | Realizacja: Nicevision | Copyright © 2009-2010 Ocochodzi.pl