Życie | Sport | Cooltura | Entertejment | Szoping Reklama | Redakcja | Kontakt
Poleć znajomemu

Elfy i inne cuda

Co jakiś czas, kilka prostych zdań - od nas dla was. Byście wiedzieli, że zdrowi to my nie jesteśmy...

 


ELFY I INNE CUDA

Naprawdę nie chcialem o tym wspominać. Nie chciałem ale muszę. Sumienie i wewnętrzna frustracja nie pozwalają mi milczeć. Listopad... witryny sklepów uginają się od świątecznych dekoracji. Wchodzę do sklepu monopolowego i ujrzalem rzecz straszną. Ktoś zbeszcześcił moją ulubioną półkę, przyozdabiając ukochane butelki w jakieś stricte homoseksualne futerka. Z każdej strony brutalnie atakuje mnie wizerunek Świętego Mikołaja, a podajnik z papierosami został oklejony agresywnie zielonymi elfami. Cała przyjemność z robienia zakupów została mi bezwzględnie odebrana. Zbeszczeszczono moją intymność. Bardzo rozrywkowe zajęcie zamieniło się w nieprzyjemną czynność, która odcisnęła nieodwracalne piętno na mojej psychice. Zaznaczam, że to listopad. Miesiąc w którym wróży się przyszłość z wosku, z kart został już zaatakowany przez świąteczną gorączke. Nieuchronnie zbliżał się grudzień. Przechadzając się ośnieżonymi ulicami swojego miasta nie mogłem przestać się zachwycać. Ozdoby, które zostały zamontowane naprawdę prezentowały się imponująco. Lampki, światełka... W nocy jest równie jasno co w dzień. Wszystko jednak nigdy nie jest do końca idealne, dopracowane, gdyż uclica jest totalnie zakorkowana, a ludzie siedzący za kierownicą wpadają w istną furie. Cudowny obrazek. Zima kolejny raz zaskoczyła drogowców. Jak każdego roku rzecz jasna. Miasto zainwestowało zapewne duży kapitał w to, aby stworzyć mieszkańcom świąteczny klimat, jednak zapomnialo o tym, aby popracować choć odrobine nad przygotowaniem naszych dróg, które pływają w rozpuszczonym śniegu, do zimy... Na całe szczęście prawa jazdy nie posiadam, w związku z czym`nie muszę się frustrować. Hmmm... No tak...jeżdżę autobusem i przebycie trzech przystanków zajmuje mi 45 minut. Tyle samo co godzina lekcyjna. Idę dalej... Grudzień nadszedł... Moje miasto swoim wizerunkiem przypomina choinkę. W powietrzu czuć podniecenie. I Szklaną Pułapkę, Kevina Samego W Domu... Czas na zakupu. Awykonalne. Tłumy ludzi rzucają się na sklepy w poszukiwaniu wymarzonych prezentów dla swoich bliskich. Niestety ja też jestem zobowiązany to uczynić. Tandetne zestawy kosmetyków czy pozłacana biżuteria z kiosku w tym roku nie przejdą. Tym razem muszę się bardziej wysilić. Wchodzę więc do księgarni i w pierwszej kolejności zauważyłem... kolejki...dalej są... kolejki. Wykorzystując sytuacje złapałem za dwie pierwsze lepsze książki i ruszyłem w kierunku jednego wolnego kasjera, którego mój widok nie ucieszył, gdyż pewnie była to jego pierwsza przerwa od 24 godzin. Zero litości. Bierz pieniądze i dowidzenia. Wierz mi bracie, że Ci nie zazdroszczę. Udało mi się... Zapłaciłem i uciekłem... Wigilia... Dwa dni poprzedzające narodziny Jezusa Chrystusa spędziłem na systematycznym przechylaniu kieliszka. W sumię to 24 grudnia również powtórzyłem ten proces. Zaraz po tym jak zbiegłem z kolacji wigilijnej. Lubię święta. Przeraża mnie tylko współczesny obraz i komercyjna natura tego wydarzenia. Nie zapominając również o podejściu naszego społeczeństwa. W tym roku od Świętego Mikołaja otrzymałem szalik w kolorach tęczy i perfumy jakiegoś projektanta, który pewnie wielką furore robi gdzieś pod Słomczynem (nie obrażając nikogo oczywiście). No właśnie... prezenty. Szczerzę mówiąc wolałbym nic nie dostać. Po co robić coś na siłę. Dobre słowo wystarczy. Kolacja trwała 50 minut, a przygotowania do niej kilkadziesiąt razy dłużej. Najbardziej ucieszył mnie widok mojej rodziny w komplecie. To bylo dla mnie najważniejsze, a nie prezenty i cała ta szopka. Kolejnego poranka ponownie wyruszełem na spacer. Przechadzając się ulicami znów spotkał mnie ten sam obrazek. Zakorkowana ulica i ozdoby. Tkwimy w martwym punkcie. Wesołych świąt?

ETYKA KLUBOWICZA

Kolejny raz budzę się połamany, poobijany i do tego wszystkiego mam kaca. Wczorajszego wieczoru delektowałem się bourbonem, symbolem amerykańskiego stylu życia. Mowa oczywiście o Jim Beamie. A, że tej przyjemności było bodajże 0,7, to dziś dogorywam  popijając napoje energetyczne, kawę i odpalając jednego papierosa od drugiego. Jak stwierdził mój przyjaciel, nie należę do długodystansowców, więc już taka pojemność butelki przerosła moje możliwości...
Jeżeli wchodzimy do lokalu i podejmujemy decyzje, że najbliższe kilka godzin spędzimy właśnie w tym miejscu, nieświadomie oddajemy się w ręce barmana. To ten człowiek decyduje o tym, w jaki sposób będziemy się czuli i jak będziemy się prezentować po wyjściu z klubu. Jest kilka ewentualności. Będziemy przemieszczać się chwiejnym krokiem, obijać się o ściany lub szorować zębami parkiet. Ma nad nami całkowitą władzę, więc powinniśmy się zachowywać odpowiednio i nie dawać mu powodów do złości. Większa część społeczeństwa niestety tego nie rozumie, a barman potrafi się okrutnie zemścić i zrobi to tak, że nigdy się o tym nie dowiemy. Aby uniknąć tej niepotrzebnej sytuacji nie róbcie kilku rzeczy, które nawet najbardziej zdystansowanego do życia człowieka przyprawiły by o wściekłość. Nie wymachujcie do nie go rękoma. On Was na pewno widzi. Wystarczy cierpliwie poczekać. Nie pstrykajcie palcami. Szczyt wsi...


 

Przy składaniu zamówienia postarajcie się zachować formę grzecznościową. Dzięki temu zostaniecie obsłużeni w miły sposób i będziecie częściej zauważani. Nie rzucajcie pieniędzmi przed barmanem. Nie szanując pieniędzy dajecie mu wyraźny obraz swojej osoby. Jesteście przegrani... Nie używajcie następujących zwrotów: ,,kolego”, ,,ziomek”, ,,chłopaku”. Nawet go nie znacie i na pewno nie da wam okazji do tego, nie mówiąc już o rabacie. Jeżeli jesteście ze znajomymi i pragniecie się popisać, to powstrzymajcie się. Nie jeden raz byłem świadkiem kompromitacji klientów. Podam kilka przykładów, gdyż są one całkiem zabawne. Pewnego razu słyszałem jak jeden pan, podszedł do baru z jakąś niewiastą, która poznał kilka minut wcześniej i rzekł: ,,Zrób mi Virgin Scredriwer”. Skamieniałem. Nie wiedziałem czy parsknąć śmiechem, czy po prostu odejść kawałek dalej. Scredriwer jest nazwa drinka, złożonego z wódki i soku pomarańczowego. W formie bezalkoholowej czyli virgin, zostaje sam sok. Rozumiecie już fenomen tego kolesia? Nie miał zielonego pojęcia co zamawia, aczkolwiek całość przyjemnie brzmiała. Idiota jakich mało... Inną sytuacja, która omal nie przyprawiła o zawał, to kiedy koneser, zamówił najsławniejszą francuską whisky ,,Żak Daniel”. Oczywiście chodziło o jeden z głównych towarów eksportowych Stanów Zjednoczonych Ameryki – Jacka Daniel'sa. Chciał być fajny lecz... nie udało mu się zupełnie... Ostatnią najważniejszą rzeczą jest danie stosownego napiwku, co do usług. Jeżeli swoją osobą absorbujemy barmana i stawiamy przed nim wymagania, powinniśmy zostawić mu tipa(tip- słowo określające napiwek w środowisku gastronomicznym). Robimy rachunek na 1400 zł, a pan, który nas obsługiwał nieźle się napocił. Doceńcie jego starania...
 

Przedstawiam wam jedną z najbardziej charakterystycznych postaci ze świata barmanów. Wchodząc do jego lokalu zobowiązujecie się do wspólnego imprezowania z nim. On jest wodzirejem... Mistrzem... Jest genialny! Flippy Morris pracujący w barze Harrah's w Las Vegas. Banknot jednodolarowy przyklejony do jego czoła mówi wszystko za siebie... Rozrywkowy chłopak...


 

 

KLASYCZNIE...

Ostatnimi czasy nie mogę przestać zachwycać się klasycznymi koktajlami. Nie wiem dlaczego ale strasznie wciągnąłem się w ten temat i nie mogę z tego wyjść. Wybierając się do knajpy ze znajomymi już wiem co będę pił. Gin Martini, Rob Roy, Old Fashion i dla orzeźwienia Tom Collins. Dosyć komicznie wygląda sytuacja, kiedy spod baru wędruje z kieliszkiem koktajlowym na drugi koniec sali. To musi być gej, dochodzą mnie słuchy z sali. A właśnie, że nie. Ludzie żyją stereotypami i jestem przekonany, że nie jeden twardziel wymiękłby przy takim drinku, gdyż większą część w tych delicjach stanowi alkohol. Olewam to. Siedząc przy stoliku, paląc papierosa i popijając swojego drinka, upajam się historią tej rzeczy, jego genezą... Po trzecim, dzielnie zamawiam kolejne, mimo że mój krok jest delikatnie mówiąc chwiejny. Kultura picia w Polsce jest na bardzo niskim poziomie. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego przy czym się bawią i czym niszczą sobie zdrowie. To źle... Jeżeli mamy umrzeć to dobrze wiedzieć się dlaczego...
 


 

Dodaj swój komentarz:

Imię lub nick:

Email:

Komentarz:



Autor: Adam Grądziel Credits:


 

1/2010
                          

 

Redakcja »

Masz pomysł na artykuł? Uwagi?

Zapraszamy do współpracy »

Zadzwoń do nas po informacje!

Reklama »

Zadzwoń do nas po informacje!

Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner
Reklama | Redakcja | Kontakt Oprogramowanie: Hydraportal | Realizacja: Nicevision | Copyright © 2009-2010 Ocochodzi.pl