
Co nas zafascynowało, zauroczyło, zniesmaczyło i zażenowało... Przegląd poskich filmów 2009 roku.
NUMBER ONE - ,,DOM ZŁY"
*Najważniejszy
Smarzowski przenosi widzów w czarujące lata 70., w których niepodzielnie królował bimber, samochody marki polonez i PGR-y. Zamiast jednak kręcić kolejną martyrologiczną powiastkę o trudach życia w komunistycznej Polsce reżyser serwuje widzom kawałek dobrego kina . W prostej, zdawałoby się, formule kryminału zawiera opowieść o Polsce, człowieku, moralności i granicach przyzwoitości. Przekaz jest prosty: porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy w Polsce mieszkacie. Ale wy, którzy film zobaczycie nadziei na pewno nie stracicie. Bo Dom zły udowadnia, że polskie kino jeszcze nie umarło. Przynajmniej póki Smarzowski kręci.
NUMBER TWO - ,,REWERS"
*Najlepszy
No i postarali się polscy filmowcy, pokazali, że można, że potrafią. Pierwsza bodajże polska czarna komedia i to od razu śmieszna. Doskonała obsada: Marcin Dorociński, który już chyba ostatecznie odebrał Zakościelnemu tytuł dyżurnego amanta kraju, świetna Agata Buzek, rozbrajająca Anna Polony i oczywiście Krystyna Janda (tak, tak ta od reklamy Eurobanku) powracająca na wielki ekran po długiej przerwie. Miejmy nadzieję, że talent Borysa Lankosza nie rozpuści się, niczym biedny Bronisław, gdzieś w odmętach polskiej kinematografii.
NUMBER THREE - ,,WOJNA POLSKO RUSKA"
*Najbardziej wyczekiwany/ Największe rozczarowanie
Czekali wszyscy: fani Masłowskiej i jej przeciwnicy, krytycy filmowi i zwykli zjadacze chleba, nawet blokersi czekali, bo w końcu miało być o nich w kinie. Doczekali się w maju, Saska Kępa jak zawsze pachniała bzem, a po premierze filmu zapachniało rozczarowaniem. Co prawda od początku było wiadomo, że niełatwo przekształcić prozę Masłowskiej w scenariusz filmowy, ale wszyscy liczyli, że jakoś się Żuławskiemu uda. Według większości nie udało się. Usatysfakcjonowana efektem końcowym mniejszość podkreśla doskonałą kreację Szyca. Z tym można się zgodzić. Roma Gąsiorowska i Sonia Bohosiewicz też dały radę. Filmu jednak nie zdołały uratować.
NUMBER FOUR - ,,TATARAK"
*Najbardziej wzruszający
Wajda postanowił zmierzyć się z fenomenem tworzenia. Janda postanowiła się zmierzyć ze śmiercią męża. Obydwoje postanowili się zmierzyć z prozą Iwaszkiewicza. Efekt? Historia o przewrotności czasu. W Tataraku mamy spóźnioną miłość i śmierć, która, jak to zwykle bywa przychodzi za wcześnie. Popis aktorskich umiejętności, kunszt reżyserski i fantastyczna proza czyli Janda, Wajda, Iwaszkiewicz. Trio, które gwarantuje sukces.
NUMBER FIVE - ,,GALERIANKI"
*Najbardziej poruszający
Niby mocny, niby odważny, niby bezkompromisowy, ale... Reżyserka w swoim debiucie walczy z tematem prostytucji nieletnich, widzów uderza obraz zdemoralizowanych nastolatek, patologicznych rodzin i bezsilnych nauczycieli, tyle, że świat w jej filmie jest schematyczny, stereotypowy i tendencyjny. Mimo wszystkich kolorów, które przewijają się w filmie, reżyserka, tak jak poprzedni Premier, widzi tylko czarne i białe i za nic nie da się przekonać, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Przepraszamy bardzo, że białe jest czarne, a czarne jest białe
NUMBER SIX - POPIEŁUSZKO: WOLNOŚĆ JEST W NAS
*Najbardziej patriotyczny
Anglicy mają Jamesa Bonda, Amerykanie Ethana Hunta, a Polakom dostał się Popiełuszko. Bond jeździł Astonem Martinem, strzelał z długopisów i sam się reanimował, a nasz bohater rozbija się po komunistycznej Warszawie zdezelowaną syrenką. No cóż, jaki kraj, taki superbohater.
NUMBER SEVEN - ,,KOCHAJ I TAŃCZ"
*Najbardziej roztańczony
Nie sposób pominąć kasowego hitu 2009 roku. Do kin poszło ponad milion Polaków, zapewne kolejne cztery miliony ściągnęły go z internetu albo kupiły w kiosku i również uległy urokowi pierwszego polskiego filmu o tańcu. I co tam komentarze krytyków, że miałki, przewidywalny i odrealniony, kiedy na ekranie pojawia się półnagi Mateusz Damięcki. Film żenujący, tak jak obsada.
NUMBER EIGHT - ,,JANOSIK. PRAWDZIWA HISTORIA"
*Najprawdziwszy
Doczekał się wreszcie nasz (na spółkę ze Słowakami oczywiście) Janosik. Najpierw Królewna Śnieżka, potem Kot w Butach i Czerwony Kapturek, a teraz i on ma swoją prawdziwą historię. Środowisko filmowe było zachwycone, no ale kto by się odważył krytykować Agnieszkę Holland. Widzowie jakoś nie bardzo. W pierwszy weekend film w kinach zobaczyło tylko 35 tysięcy Polaków. Dla porównania mniej prawdziwy Shrek przyciągnął 800 tysięcy widzów. Widać Polacy nie są fanami prawdziwych historii. Szczególnie tak nudno przedstawionych.
NUMBER NINE - ,,ZERO"
*Najbardziej pogmatwany
Wielowątkowa fabuła, która ma prowokować do pogłębionej refleksji o przypadku, który rządzi naszym życiem. Szkoda, że wielka precyzja i zacięcie psychologiczne reżysera zostały wykorzystane w służbie banału. Film Ameryki nie odkrywa, bo, że ludzie są niewolnikami przypadków udowadniała nam już cała plejada reżyserów od Kieślowskiego po Forstera. Trzeba jednak przyznać Borowskiemu, że oprócz tego, że jest nieodkrywczy, to jak na polskie kino, jest też niebanalny.
NUMBER TEN - NIGDY NIE MÓW NIGDY
*Najgorszy
Tradycję kręcenia durnowatych komedii romantycznych filmowcy kontynuowali także w 2009 roku. Bohaterką Nigdy nie mów nigdy jest bogata (niesamowite), samotna (zaskakujące) i poszukująca miłości (kto by się spodziewał) Ama (królestwo dla tego, kto wymyślił imię). Obok bohaterki i sterty jej markowych ciuchów kręci się przystojny (a jakże!) Michał z Klanu. Na koniec niespodziewany, nieprzewidywany i zdumiewający happy end.
NUMBER ELEVEN - ,,OPERACJA DUNAJ"
*Najbardziej czeski
Miłośnicy militariów, którzy mają już dość ciągłych powtórek jedyneko polskiego filmu z czołgistami w roli głównej w 2009 roku otrzymali od filmowców prezent w postaci Operacji Dunaj. „Rudego 102” zastępuje wysłużona 'Biedroneczka”, a zamiast Gajosa, Pieczki i Gołasa na ekranie pojawiają się Stuhr, Zamachowski i Kot, a z okopów II Wojny Światowej przenosimy się do Czech z czasów inwazji wojsk Układu Warszawskiego. Czołg jest, gwiazdy są, tło historyczne też. Zabrakło niestety akcji, bo, mimo że to produkcja polsko- czeska, to nudna jak polskie kino.
NUMBER TWELVE - ,,MNIEJSZE ZŁO"
*Najbardziej nijaki
Kolejny film, którego akcja toczy się w czasach PRL- u. Tym razem zamiast historii narodu reżyser raczy kinomanów human story. Główny bohater (niezwykle nijaki Lesław Żurek) przeżywa rozterki egzystencjalne bardziej melodramatycznie niż najbardziej romantyczna z romantycznych postaci romantycznych powieści. Idealny film dla miłośników Wertera.
NUMBER THIRTEEN - ,,IDEALNY FACET DLA MOJEJ DZIEWCZYNY"
*Najbardziej beznadziejny
Konecki i Saramowicz niesieni na fali sukcesu dwóch poprzednich produkcji nakręcili wspólne kolejną komedię. Niestety zdecydowanie im nie wyszło. W Idealnym facecie dla mojej dziewczyny dramatyzm miesza się z groteską a pseudointelektualny bełkot z nędzną satyrą. Najgorsze jest to, że film zadeklarowany jako komedia zamiast śmieszyć żenuje.
NUMBER FOURTEEN - ,,WŁATCY MÓCH: ĆWOKI, CZOPKI I MONDZIOŁY"
*Największy niewypał
To co z powodzeniem bawiło jako serial w wersji pełnometrażowej wypada blado i nieciekawie. Wszystko jest niby w porządku. Reżyser naśmiewa się z polityków, kleru i obnaża słabość polskiego systemu szkolnictwa, a słowa na „k” i te na „ch” sypią się jak z rękawa. Mimo to Władcom móch zupełnie nie zawładnęli salami kinowymi.
NUMBER FIFTEEN - ,,GENERAŁ. ZAMACH NA GIBLARTARZE" ORAZ ,,GENERAŁ NIL"
*Najnudniejsze
Polskie kino w służbie historii. Reżyserowie wzięli na tapetę dwóch generałów z czasów II Wojny Światowej: Augusta Fieldorfa i Władysława Sikorskiego. Efekt w przypadku obydwu produkcji taki sam: NUDA, NUDA, NUDA! Oczywiście z dużą szczyptą ukochanego przez Polaków mesjanizmu. Dwa piękne, patriotyczne obrazki, podczas których nie sposób nie zasnąć.
NUMBER SIXTEEN - ,,GRY WOJENNE"
*Najbardziej przemilczany
I znowu PRL, w tym przypadku w wydaniu dokumentalnym. Ta forma dobrze służy polskim filmowcom. To, co w filmie fabularnym byłoby zapewne kolejnym nużącym, patriotycznym bełkotem w dokumencie wypada całkiem nieźle. Pomimo lekkich problemów reżysera z zachowaniem obiektywizmu, film to całkiem interesująca lekcja historii, na dodatek tej mniej znanej.
NUMBER SEVENTEEN - ,,OSTATNIA AKCJA"
*Najbardziej geriatryczny
Twórcy Ostatniej akcji nie musieli wydać zawrotnych sum na promocję. Dostateczną reklamą był fakt, że to ostatni film z udziałem Jana Machulskiego. Opowieść o dziadku, który z zapałem, urokiem wdziękiem i lekką sklerozą usiłuje pomóc ukochanemu wnusiowi wyjść z opresji. Idealny film dla wszystkich osób zażywających Vita Buerlecitin. To nie jest film dla młodych ludzi.