Życie | Sport | Cooltura | Entertejment | Szoping Reklama | Redakcja | Kontakt
Poleć znajomemu

Bar(dzo) Refleksyjnie Vol.2

Co jakiś czas, kilka prostych zdań - od nas dla was. Byście wiedzieli, że zdrowi to my nie jesteśmy...

 

 

Vol.2

Kolejny wieczór, w którym nadmiar wolnego czasu wypełniają mi miejskie podróże po barach. Z każdym kolejnym dniem dochodzę do coraz to nowszych wniosków. Głębokie refleksje, przy pojemnej szklance. To jest mój patent na relaks.
Ostatnimi czasy zapragnąłem odwiedzić kilka miejsc, w których niepodzielnie królują pieniądze, narkotyki i seks... lans po Polsku. Oczywiście wszystko w bardzo marnym wydaniu. Prosty przykład jak grzeszne, czyli interesujące wartości bardzo łatwo można obrócić w tandetę. W tym celu ze sterty nieposegregowanych ubrań, wygrzebałem lepszą marynarkę, markowy t-shirt i przyodziałem nowo zakupione spodnie. Rzecz jasna nie obyło się bez spa. Kąpiel, pasta do włosów, kilka kropel resztek perfum i jestem gotowy. Sam fakt, że przygotowanie do tej podróży jest już dosyć czasochłonne i wykańczające zdecydowanie mnie zniechęca do odwiedzania lokali tej kategorii. Jednak mój wieczór był od początku do końca zaplanowany, więc nie chciałem się wyłamywać i tym samym burzyć precyzyjnie skonstruowanego harmonogramu. Wchodzę w to! Wybiegłem z domu i w ciągu piętnastu minut znalazłem się pod drzwiami swojego celu. Selekcjoner nie stwarzał większych problemów i grzecznie mnie wpuścił. Nie mógł mi niczego zarzucić, przecież dzisiejszej nocy jestem bogiem. Po przekroczeniu progu, od razu zacząłem wypatrywać baru. Whisky, tequilla i wódka. Oto moja dieta. Pierwsza lufa, druga, trzecia... lepiej. Ekskluzywna przestrzeń, w której przebywam jest bardzo hermetyczna... dopóki z twojego portfela nie wysypie się plik banknotów. Jeżeli obok Ciebie nie chłodzi się Dom Perignon z 1997 r to nie ma po co z tobą rozmawiać. Nie prezentujesz odpowiedniego poziomu, nie masz dobrego stylu który byłby godny głębszego zapoznania. Oczywiście nie zamierzałem się nikomu przypodobać więc zamówiłem podwójną wódkę na lodzie. Uroczy koktajl. Alkohol i lód, nic skomplikowanego, a cieszy niezmiernie. Lekceważąco oparty o bar, zapaliłem papierosa. Na lepsze cygara mnie jeszcze nie stać, przynajmniej w klubie. Cohiba jest czasem dwa, trzy razy droższa. Na ten moment muszą mi wystarczyć Marlboro. I tak je kocham... Badając okoliczne kobiety nie wierzyłem własnym oczom. O wyjątkowej urodzie co prawda, lecz inteligencja pozostawiała wiele do życzenia. Może bardziej hierarchia wartości, która składa się z głównie z mamony, markowych ubrań i jeszcze raz pieniędzy. Nie za wiele do zaoferowania. Skąpo ubrane kobiety, prężące się do mężczyzn w wieku od 35 do 40 lat? Delikatnie zniesmaczył mnie ten widok, w związku z czym prędko skończyłem swojego drinka i od razu zamówiłem drugiego. Totalny upadek moralny. Następnym razem zabiorę ze sobą swojego majętnego dziadka. Będzie swego rodzaju przynętą. Powoli zacząłem się zniechęcać do całego tego cyrku, ale postanowiłem, że zostanę jeszcze na dwa drinki. Panowie... to jest dobry temat. Odświętnie przywdziewają koszulę Ralpha Laurena, do tego zakładają potężną klamrę na pasek Dolce & Gabbana, tak aby każdy wiedział na co wydali swoje ostatnie dwie pensję. Wszystkie oszczędności w postaci gotówki na siłę wciskają do swojego portfela tylko po to, aby śmierdzieć bogactwem. Byłem zrozpaczony. Widać, że człowiek w tych czasach musi się sporo natrudzić, tylko po to żeby się z kimś przespać. Przynajmniej w tym lokalu. Są dużo mniej kosztowne sposoby i wcale nie trzeba robić z siebie idioty. Poziom pseudo mężczyzn jest równomierny co do kobiet, które swoim zachowaniem wyrównują się z samcami. Skończyłem swojego drinka. Czas na następnego. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z ceny alkoholu. Za jednego szota płace ponad dwadzieścia złotych. Biorąc pod uwagę to, ile już wypiłem, to całkiem bogaty ze mnie osobnik. ,,Podwójną proszę!”... Złamałem się. Poszedłem oddać mocz. To również była ciekawa podróż. Wchodząc do plastikowej łazienki, stanąłem nad plastikowym pisuarem. Nie wiem czy był to efekt upojenia, ale w toalecie dało się wyczuć kobiece perfumy... męskiej oczywiście. Szok. I tak zwykła fizjologiczna czynność przemieniła się w zapachową mękę. Moje nozdrza były atakowane non stop. Zero litości. Powoli słabo mi się robiło od tego zapachu. Brakowało jeszcze tylko tego by łazienka była w kolorze różowym. Wtedy dostałbym zawału serca. Czym prędzej zaatakowałem zlew, gdyż chciałem umyć dłonie. I tu znowu wielkie zaskoczenie. Cała umywalka jakby z plastiku! Co to za dziwny wymiar. Łazienka nie może być łazienką, tylko jakimś zniewieściałym miejscem udręki? Nie rozumiem. Uciekłem stamtąd jak najszybciej i poszedłem po ostatniego drinka. ,,Jeszcze raz to samo proszę!”. W momencie gdy ponownie zobaczyłem szklankę wypełnioną alkoholem, humor zdecydowanie mi się poprawił. Sącząc ostatniego tej nocy drinka, w myślach podsumowywałem dzisiejszą noc. Doszedłem do wniosku, że największą zaletą ekskluzywnego klubu muzycznego, który odwiedziłem był lód dodany do alkoholu, dzięki czemu napój był schłodzony. To jest jednak standard, a lokal niczym innym mnie nie zadowolił. Wszystko to gra pozorów.


Upojony plastikową rzeczywistością nie mogłem znieść taniego lansu, prezentowanego przez wszystkich klubowiczów. Zapewne wszyscy budząc się nazajutrz w swoim łóżku, nie będą sobie zdawali sprawy jak są obezwładnieni przez materialną stronę życia. I oczywiście jak nisko muszą upadać w poszukiwaniu seksualnych przygód. Jak się wozić to tylko z klasą. Niewielu to potrafi. Jeszcze nam ,,trochę” brakuje...

 

Alko - Spec

 Vol.1

 Każdy z nas ma swoje ukryte pasje, które w oczach innych mogą wydawać się absurdalne, groteskowe i bezsensowne. Janek kolekcjonuje zmutowane genetycznie motyle, Krzysiek uczęszcza do kółka różańcowego ,a Anita lubuje się w spędzaniu wolnego czasu na przystanku autobusowym. Na pierwszy rzut oka, Ci ludzie mogą uchodzić za totalnych idiotów. Przy dokładniejszym przyjrzeniu się im, zapewne dalej pozostaną dla was totalnymi imbecylami.

Moją pasją są knajpy. Dosłownie. Uwielbiam chodzić po klubach, barach, cocktail barach itd. Szczególnie interesuje mnie ostatni typ lokalu z wyżej wymienionych. Koktajle, barmaństwo, alkohole...Uwielbiam to. Bardzo często zasiadam przy barze i obserwuję. Zachowanie ludzi, kobiety i wszystko co się dzieje dookoła. Ciesząc się szklaneczką wysokoprocentowego trunku, delektując się papierosem, atmosferą i widokiem pięknych pań, w całości oddaje się swojej pasji. Komedia, dramat, science fiction horror, tandetny film miłosny... Na podstawie kilku godzin spędzonych przy barze jestem w stanie nagrać filmy z wymienionych kategorii. Przez moje oczy przewija się tyle skrajności, że nie sposób je policzyć na palcach obu rąk. I tak w całości oddając się pasji, zamawiając kolejnego drinka zauważyłem niesamowitą rzecz. Do końca nie byłem pewien, czy obraz który ujrzałem, jest wynikiem upojenia alkoholowego czy po prostu barman dosypał mi czegoś do drinka. Drugą ewentualność wykluczyłem. Prawdopodobieństwo pierwszej było minimalne, a więc to była czysta prawda. W drzwiach pojawił się dziwny osobnik. Niepewnym krokiem przekroczył próg, uprzednio rozglądając się w poszukiwaniu ewentualnego zagrożenia. Potem już poszło zdecydowanie szybciej. Pewnie zasiadając przy barze, wdzięcznie zapytał barmana:,, Po ile browar?”. W zasadzie mogłem się spodziewać takiego zachowania. Doszedłem do tego po ubiorze. Pantofle, białe spodnie, biała koszula i... okulary przeciwsłoneczne! W jesienną noc! To był on! Zagubiony klubowicz spod Sękocina, spragniony Manieczek. To był mój pierwszy raz, a więc miałem do niego tyle pytań. Jednak Barry White lecący z głośników mu nie przypasował, więc zrezygnował z chmielowego napitku i czym prędzej opuścił lokal. Przez resztę nocy plułem sobie w brodę. Mogłem z nim porozmawiać, zapytać o rękawiczki, o gwizdki i ultrafioletowe światła. Nie udało się. Porażka.
Smutek zamierzałem utopić w kolejnym drinku. Tak też zrobiłem. Niedaleko obok mnie zasiadły dwie młode dziewczyny. Bardzo stylowo ubrane, o typowo słowiańskiej urodzie. Można powiedzieć, że błyszczały... Dopóki nic nie mówiły. Później już było gorzej. Tu spotkałem się z czymś niesłychanym. Owe piękności zamówienie składały w języku angielskim. Świetna wymowa, ogromna paleta słów... Goście z zagranicy pomyślałem. Dwa koktajle, popielniczka więc można zacząć rozmowę. I tu zostałem zabity. Dziewczyny zaczęły konwersować ze sobą po polsku. Okazały się moimi rodaczkami. Szczerze mówiąc nie wiedziałem co zrobić. Wiele pytań mnie zaatakowało, na które niestety do tej pory nie znam odpowiedzi. Dręczy mnie to okrutnie. Może chciały zwrócić na siebie uwagę, zabłysnąć. Być może po prostu pragnęły ,,przylansić" się i wybrały ten sposób.

Po tym wydarzeniu opuściłem lokal i chwiejnym krokiem zacząłem podążać w kierunku swojego mieszkania podsumowując w myślach wydarzenia z dnia dzisiejszego.


Jeżeli wybieracie się do baru, miejcie się na baczności. Jeżeli zamierzacie zrobić coś głupiego, dwa razy przemyślcie swój następny ruch, gdyż na pewno ktoś was obserwuje.
Krytyka bywa bolesna...

Alko - Spec

Dodaj swój komentarz:

Imię lub nick:

Email:

Komentarz:



Autor: Credits:


 

1/2010
                          

 

Redakcja »

Masz pomysł na artykuł? Uwagi?

Zapraszamy do współpracy »

Zadzwoń do nas po informacje!

Reklama »

Zadzwoń do nas po informacje!

Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner
Reklama | Redakcja | Kontakt Oprogramowanie: Hydraportal | Realizacja: Nicevision | Copyright © 2009-2010 Ocochodzi.pl