
Media podają, że samemu Donaldowi Tuskowi jak i jego rządowi wzrosło poparcie o odpowiednio sześć i pięć punktów procentowych, co jest dość zadziwiające, zważywszy na aferę hazardową. Premier Tusk w czasie kampanii głosił, że Polskę stać na cud i proszę, mamy aż dwa – jako jedyni mieliśmy w czasie najgłębszego kryzysu dodatni wzrost gospodarczy i Tuskowi wciąż rośnie poparcie. Zatem wiemy, co premier i Platforma powinni zrobić, by jeszcze bardziej zwiększyć swoje poparcie – Donald Tusk powinien wziąć gigantyczną łapówkę od koncernów naftowych w zamian za korzystne ustawy, a cała partia powinna się związać z mafią i ciągnąć zyski z narkotyków, pornografii i morderstw na zlecenie. Stuprocentowe poparcie zagwarantowane. Dzięki temu w przyszłych wyborach mielibyśmy tylko jedną zwycięską partię, w Sejmie i Senacie brak kłótni i przepychanek, słowem Utopia.
Prasa plotkarska rozpisuje się o rzekomym udziale Joanny Senyszyn i Nelli Rokity w przyszłej edycji popularnego tanecznego show „Taniec z gwiazdami”. Panie otrzymały już propozycję od stacji i wszystko wygląda na to, że jednak się zdecydują. Zastanawiam się jaki jest powód złożenia propozycji pani Senyszyn i pani Rokicie – czyżby wszystkie polskie gwiazdy już wystąpiły w poprzednich edycjach i już nie ma nikogo innego, limit się wyczerpał? Jeśli teraz zostali tylko politycy, to ja dziękuję, odpadam. Sam nie wiem, czy śmiać się czy płakać. Pani Senyszyn w przerwie między tangiem a rumbą będzie zapewne wygłaszała swoje antyklerykalne poglądy, a pani Rokita opowie o tym, jak Tusk straszy dzieci w telewizji. Zapowiada się „niezły” show.
„Lech Kaczyński spotkał się z Dodą” obwieściły polskie media z takim rozgłosem, jakby prezydent spotkał się z Papieżem albo Marsjaninem. Piosenkarka i prezydent spotkali się na corocznym Charytatywnym Balu Dziennikarzy, Doda oczywiście skorzystała z okazji i strzeliła sobie z panem Kaczyńskim kilka fotek, to stojąc obok niego, to całując w policzek. Spece od PRu twierdzą, że spotkanie z Dodą może ocieplić wizerunek prezydenta. Proponuję zatem, by na kolejnych imprezach prezydent zrobił sobie zdjęcia z Kasią Cichopek, Edytą Herbuś i Jolą Rutowicz, wtedy może przegoni Donalda Tuska w sondażach przedwyborczych. Ciekawe tylko, co na to Pierwsza Dama.
Dopiero co Grażyna Gęsicka objęła stanowisko przewodniczącej Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, a już zaczęła się, mówiąc gwarą ludową, „szarogęsić”. Nakazała swoim kolegom i koleżankom z partii aktywnie udzielać się w sejmowych komisjach, przygotowywać projekty ustaw i koniecznie być obecnym na głosowaniach. Za nieprzestrzeganie zasad nakreślonych przez panią przewodniczącą grozić będą rzecz jasna surowe kary. Tylko czekać, aż posłowie i posłanki zostaną zagonieni do sprzątania siedziby PiSu, wynoszenia śmieci, przygotowania kawy i herbaty pani przewodniczącej i panu prezesowi Kaczyńskiemu oraz śledzenia posłów Platformy na sejmowych korytarzach. Sukces w wyborach murowany.
Posłowie PiSu w postaci Andrzeja Jaworskiego, Jolanty Szczypińskiej, Zbigniewa Kozaka i Hanny Foltyn – Kubickiej złożyli zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa przez słynnego już lidera grupy Behetmoth, Nergala, notabene narzeczonego polskiej gwiazdy muzyki pop, Doroty „Dody” Rabczewskiej. Posłom PiS nie spodobało się to, iż w 2007 roku pan Adam „Nergal” Darski podarł na swoim koncercie Biblię, a fani spalili kartki. Ba, oczywiście, że było to co najmniej zachowanie niekulturalne i sprzeczne z zasadami zdroworozsądkowego zachowania, ale pytanie, czy uleganie prowokacji artysty chcącego zaistnieć to podstawowe zadanie posłów jakiejkolwiek partii? Może powinni zostawić to organizacjom stricte kościelnym (ach, gdzieś się podział nasz kochany ojczulek Rydzyk ze swoją świtą?), a samemu zająć się czymś bardziej społecznie pożytecznym. Jeśli nie wiedzą czym, podrzucam kilka przydatnych kwestii: służba zdrowia, infrastruktura i niskie płace w budżetówce. Jak się z tym uporają, podamy kolejne, trochę bardziej hardcorowe.
Kancelaria prezydenta wydała kalendarz na 2010 rok, na każdy miesiąc z innym zdjęciem Lecha Kaczyńskiego. Poseł Palikot stwierdził, że nie obejrzy tego kalendarza, chyba, że za karę. Przyznam się, że sam tej publikacji nie widziałem, ale mogę podejrzewać, co w niej się znajduje. Na miesiące zimowe prezydent stoi w puszystej czapce i kożuszku przed Pałacem, lepi bałwana, rzuca śnieżką w Pierwszą Damę (a ta ucieka wystraszona), na miesiące wiosenne ogląda ze wzruszeniem pączki kwiatów, spaceruje po Nowym Świecie w pełnym słońcu i ściska dłoń Baracka Obamy. Miesiące letnie to z kolei prezydent nad brzegiem morza, pod palmami i kupujący pamiątkową muszelkę na straganie, a jesienne przedstawiają prezydenta zbierającego z Pierwszą Damą liście w parku, przemawiającego w sejmie, witającego Angelę Merkel i stojącego w deszczu (z parasolem lub bez). Gdyby ktoś wiedział, gdzie mogę dostać taki kalendarz, będę wielce zobowiązany. Powieszę go sobie w najważniejszym miejscu – nad łóżkiem. W końcu czego się nie robi, by być jak najbliżej Prezydenta...
Nowy rok, a w polityce jak było, tak jest.
Pytanie za sto punktów do naszych czytelników: jak byście zareagowali, gdybyście mieli zeznawać przed komisją śledczą wyjaśniającą okoliczności śmierci posłanki Barbary Blidy? Zapewne nie bylibyście pełni entuzjazmu, ba, szukałoby się mnóstwa wymówek, żeby przed taką komisją się nie stawić; a bo to długo, bo przesłuchują, a może nawet aresztują i co wtedy. Sam osobiście miałbym ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie, ale poddałbym się szacownej komisji, bo nie miałbym innego wyboru. A czy wiecie, co powiedział europoseł Zbigniew Ziobro usłyszawszy, że w lutym stanie przed ową komisją? „Cieszę się”. W końcu to wspaniała wiadomość! Skoro panu europosłowi taką przyjemność sprawia świadkowie przed komisjami, to może jeszcze niech stanie przed Komisją Hazardową i Komisją Działalności Podwodnej PTTK. W tym czasie na pewno powstaną kolejne.
Lansować lubią się wszyscy, politycy, gwiazdy mediów, a nawet tacy, którzy nie potrafią niczego; tym lans zaskakująco wychodzi najlepiej. W dziedzinie lansu odstawać nie chce także prezydencka para Maria i Lech Kaczyńscy oraz premier Tusk. Obaj pokazują się w pewnym kolorowym magazynie, z tą różnicą, że pan Tusk załapał się na świąteczne wydanie, a pan Kaczyński na noworoczne. O tyle, o ile pan Prezydent i pani Prezydentowa wyszli całkiem nieźle, o tyle pan Tusk nieco mnie zawiódł, bo okazało się, że obchodzi święta wcześniej niż reszta Polaków. Dowód? Numer ze zdjęciami wigilijnymi ukazał się siedemnastego grudnia. Nie rozumiem, o co w tym chodzi. Może chce być mega oryginalny? A może po prostu chciał odbębnić wigilię, a potem mieć do sylwestra wolne? Całkiem rozsądne, też bym tak zrobił.
Posłanka Szczypińska chyba zeszła już na drugi plan, coś ostatnio nie słychać o próbach poderwania prezesa Kaczyńskiego. Teraz w rankingach na prowadzenie wysuwa się Beata Kempa, kobieta o złowrogiej twarzy, której bałbym się powiedzieć nawet „dzień dobry” w obawie o postawienie przed sądem. Pani Kempa aktualnie zeznaje przed komisją śledczą do spraw hazardu. Przyznała, że „nie zna Rysia, ani Mira, ani Zbycha, ani Grzesia osobiście, ani towarzysko”. Przykro nam z tego powodu, bo nie znać tych czterech panów osobiście, ani tym bardziej towarzysko to naprawdę wielka szkoda. Solidaryzujemy się z panią i mamy nadzieję, że kiedyś dojdzie do spotkania. Pani Kempa ma jednak nadzieję, że za dziesięć lat „będzie wiodła spokojny żywot poza polityką”. Tak, tak, jasne. Wystarczy spojrzeć na Cimoszewicza. Niby wycofał się na zawsze i na wieczność w dziką głuszę, a już wyskakuje znienacka jak Filip z konopii i najlepiej chciałby od razu zostać prezydentem. Pani Kempa wróci zapewne szybciej, by wygryźć ze stanowiska prezesa Kaczyńskiego. Na miejscu prezesa bym uważał. Kobiety potrafią być przebiegłe.
W polityce jak w życiu – czasem zakręty, raz na wozie, raz pod wozem, w górę i w dół, w lewo i w prawo...
Duży problem ma komisja hazardowa. Słynni już, a wręcz można powiedzieć legendarni państwo posłowie Prawa i Sprawiedliwości Zbigniew Wasserman i Beata Kempa (nie Kępa, jak podało raz w „Wiadomościach” TVP – ŻAL!) według Biura Analiz Sejmowych nie mogą być jej członkami, gdyż będą w sprawie występowali jako świadkowie. Problem jednak polega na tym, że BAS wydała w tej sprawie dwie ekspertyzy – jedna mówi, że mogą być, a i owszem, a druga, że nie. Za tą pierwszą rzecz jasna optuje PiS, a za drugą PO. Sprawa faktycznie jest trudna do rozstrzygnięcia, dlatego proponuję dla przykładu rzut monetą. Reszka oznacza tylko i wyłącznie „świadkowanie”, orzeł „świadkowanie” plus uczestniczenie w komisji, czyli pełen pakiet. Można także pójść do wróżki i zapytać, co na ten temat sądzą gwiazdy, albo zastosować stary sposób, czyli ciągnięcie słomek. Wtedy nikt nikomu nie zarzuci, że decyzje ws. Wassermana i Kempy miały motyw polityczny.
PiS ponownie przystępuje do akcji pod kryptonimem „Uwolnić media 4”, czyli innymi słowy pozbyć się szkodników i obstawić czołowe miejsca swoimi, lepszymi. Magdę Jethon na stanowisku szefa radiowej „Trójki” zastąpił Jacek Sobala, propisowski były dyrektor radiowej „Jedynki” i radia „BIS”. Popieralibyśmy to całym sercem, całą duszą, całym ciałem i w ogóle całym redakcyjnym kolektywem, gdyby pani Jethon była niekompetentną panią znikąd kierującą radio „numer trzy” ku stopniowej zagładzie. Tymczasem za jej panowania wzrosła słuchalność i poprawiła się sytuacja finansowa. Nieważne, i tak jest niedobra, chociażby radio zarabiało więcej i miało większą ilość odbiorców od CNN i Oprah Winfrey razem wziętych. I tak jest niedobra i zła, bo nie jest człowiekiem PiSu, a to jest niestety spora niedoskonałość i niemalże faux pas w dzisiejszych czasach. Czyżby pani Jethon oczekiwała, że pozostanie na tym stanowisku dłużej niż rok? Z tak ogromnym brakiem to byłby naprawdę ogromny optymizm. Panu Sobalowi życzymy powodzenia.
Prawo i Sprawiedliwość opanowuje media, a wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, zatem kolej na następny krok – opanowanie internetu. Wkrótce startuje portal społecznościowy dla sympatyków, jak również dla przeciwników ugrupowania. Media podają różne możliwe przyszłe nazwy, my proponujemy swoje: myPiS.pl, PiStacjowakraina.pl, wyPiSzwysmaruj.pl. Obawiam się, że przyszłe rozmowy młodych ludzi mogą obrać następującą formę: „widziałem twoją fotkę z Ziobro na PiStacjowej Krainie, dodałem ci komentarz”, „wiesz, dołączyłam wczoraj do forum „za co kocham prezesa Kaczyńskiego”” albo „wziąłem wczoraj udział w konkursie na najlepszą obelgę pod adresem premiera Tuska. Do wygrania kolacja z Jarosławem Kaczyńskim i Zbigniewem Ziobro”. Profilu na PiStacjowej Krainie na pewno sobie nie założę, ale z ciekawością będę obserwować rozwój wypadków. Czyżby szykował się wielki szok na miarę Naszej Klasy?
Przed świętami powinno być spokojniej i teoretycznie bez rewelacji. Tymczasem, jak to w polityce...
„Gazeta Wyborcza” donosi, że rząd PiS w czasie swoich rządów również starał się opchnąć stocznie Kuwejtowi. A jeszcze nie tak dawno posłowie PiS byli przekonani, że Platforma nie prowadzi rozmów z żadnym inwestorem. Pojawia się zatem pytanie, czy to politycy Prawa i Sprawiedliwości najedli się grzybków halucynogennych i pertraktowali z wyimaginowaną istotą, czy ministrowie Platformy Obywatelskiej byli tak zdeterminowani, by zadowolić opinię publiczną, że to wszystko sobie wymyślili. Przyznam się szczerze, że trochę się pogubiłem. Stocznie powinien kupić Barack Obama. Wiadomo, że ma duże wpływy w Polsce, a tak to przynajmniej miałby coś konkretnie na papierze.
Ruszył właśnie Obywatelski Monitoring Kandydatów na Prokuratora Generalnego. I tak oto, na specjalnej stronce będzie można wkrótce poczytać sobie o karierze i planach szesnaściorga pretendentów do tego zacnego stanowiska (taki trochę uproszczony sądowniczy Facebook, narzędzie lansu i reklamy). Osobiście odwiedziłbym tą stronę bardzo chętnie, ba, wpadałbym tam nawet codziennie po kilka razy, gdyby tylko była możliwość dodawania komentarzy i wystawiania ocen od jednego do dziesięciu. Niestety, wyboru Prokuratora Generalnego dokonuje Krajowa Rada Sądownictwa wraz z Prezydentem, więc szkoda mi na to czasu. Niech oni się męczą, ja wolę Naszą Klasę.
Z raportu MSWiA wynika, że większość przestępstw o charakterze korupcyjnych jest wykrywanych przez policję, a tylko niewielka część przez CBA (ok. 5%). Jako powód podano, iż Centralne Biuro Antykorupcyjne zajmuje się tylko tymi większymi sprawami, a te drobniejsze i bardziej błahe zostawia policji. Pojawia się pytanie, po co nam CBA, jeśli policja również zajmuje się tym samym? Wydaje mi się, że CBA działa jako taki straszak, brzmi poważnie, jak FBI i CIA, każdy, kto chce komuś wręczyć łapówkę musi się zastanawiać sto razy, zanim to zrobi. CBA czuwa i może wkroczyć w każdej chwili. I jak tu nie czuć się bezpiecznie w tym kraju? W końcu tyle instytucji dba o naszą praworządność.
17.12.2009
W Polsce istnieje tendencja do ciągłego stwierdzania, a raczej narzekania, że polityka jest wszędzie – w pracy, w szkole, na ulicy, w lodówce i w telewizji. Uciec od niej nie można, to fakt. Dlatego właśnie trochę polityki znajdziecie też tutaj - w końcu nie możemy być gorsi.
A w polityce jak zwykle wiele się dzieje. Senator PO Krzysztof Piesiewicz zawiesił swoje członkostwo w partii, a to wszystko z niezwykle banalnego powodu. Ot, paradował sobie jakiś czas temu w sukience i wciągał niezbędne dla zdrowia i życia leki nosem, to wszystko. Nie wiadomo o co się Tusk i cała opinia publiczna oburza. Senator Piesiewicz dostarczył nam wszystkim odrobinę humoru, a że Palikot coś ostatnio ucichł, Chlebowskiemu i Schetynie też nie wiedzieć czemu jakoś nie do śmiechu, to w polskiej polityce zapowiada się grobowa atmosfera. Raczej nie ma też co liczyć na to, że Tusk opowie w Sejmie jakiś fajny dowcip.
A propos Tuska, to nasz Premier przecudowny postanowił być sprytniejszy od samego Prezydenta i zamówił stronę dla swojej kancelarii za nieco ponad pięćdziesiąt tysięcy złotych. Pan Kaczyński dla porównania ma witrynę nieco droższą, za trzysta sześćdziesiąt tysięcy. I tak oto widzimy początek walki między naszymi dwoma głowami państwa. Jak tak dalej pójdzie, to następnym punktem rywalizacji będzie transport – kiedy pan Kaczyński będzie jechał przez Nowy Świat limuzyną, pan Tusk podąży za nim na bryczce ciągniętej przez chudą szkapinę. Kolejna kwestia – ubiór. Pan Prezydent na spotkanie z głowami innych państw założy garnitur, podczas gdy pan Premier w celach oszczędnościowych pożyczy go od swojego koalicyjnego kolegi, Waldemara Pawlaka. Idealny, bo pamiętający lata dziewięćdziesiąte, szczyt kariery prezesa PSL.
Media donoszą, że Andrzej Olechowski, współzałożyciel Platformy, zamierza kandydować na prezydenta. Kampanię ma sfinansować Stronnictwo Demokratyczne. Olechowski w 2000 roku co prawda zajął drugie miejsce w wyborach prezydenckich zaraz za Aleksandrem Kwaśniewskim, ale zapomniał o pewnym drobiazgu – czasy się zmieniły i dziś kolejka do prezydenckiego fotela jest niezwykle długa. Chrapkę na rządzenie krajem mają rzecz jasna Lech Kaczyński i Donald Tusk, wedle pewnego Europosła prezydentem powinien zostać również Kaczyński Jarosław, a jakże, za nimi Bronisław Komorowski, bo to spokojny i rozsądny mąż stanu, jeszcze w tle Janusz Korwin-Mikke, który co prawda chce rządzić, ale nie jako prezydent, tylko jako król. Poza nimi cała masa odważnych i bezimiennych. Widzi pan, panie Olechowski, nie będzie łatwo. Szykuje się silna konkurencja.